Szukaj

Linki

Statystyki

Dziś 6

Wczoraj 13

W tym tygodniu 6

W tym miesiącu 62

Wszystkie 37760

Kubik-Rubik Joomla! Extensions

Ks. Tadeusza Fedorowicza uważam za człowieka świętego, którego świętość była zakotwiczona w realnościach życia.   Pełen humoru, dowcipu. Był to człowiek, którego było szalenie łatwo kochać. Nie miał w sobie żadnej bariery, która odgradzałaby go od innych ludzi. Wielki człowiek, pochylony nad każdym malutkim.
prof. Tomasz Strzembosz

Ksiądz Fedorowicz albo – jak mówią – Ojciec Tadeusz  to kapłan, którego warto spotkać. W jego spojrzeniu zauważysz zawsze, że interesuje się Tobą.  Chciałby widzieć twoje troski w relacji do Boga. Aby ci wytłumaczyć sprawy Boże, odwołuje się do drzewa, do pszczoły, wyjaśnia zapach kwiatu. Spostrzegasz, że ma ogromną  wiedzę przyrodniczą, ale to nie wyuczona wiedza, to miłość do Boga, którego widzi w szczegółach pięknej, tajemniczej przyrody.
Kardynał Józef Glemp


Był doskonałym spowiednikiem, a jego kazania podejmowały najistotniejsze sprawy, trafiały w sedno, odsłaniały to, co najważniejsze.
Tadeusz Mazowiecki


Ks. Tadeusz Fedorowicz był dobrym drzewem, które wydawało dobre owoce przyjaźni, życzliwości, które wielu pomagało zbliżać się do Boga.  Zadziwił mnie prostotą zachowania i głębokimi myślami wyrażanymi w łatwym języku.
Bp Bronisław Dembowski



Nie znałem go bliżej, prywatnie, ale jego imię zawsze wśród ludzi, z którymi się spotykałem, wywoływało na ich twarzy radość i nawet – powiedziałbym – dziękczynne uwielbienie. Oto największa nagroda, jaką można za życia otrzymać: znak, że ktoś inny wzbogaca się naszą bliskością i świadectwem życiowym. Może dlatego ks.Tadeusz  Fedorowicz tak bardzo podkreślał wartość uśmiechu i powtarzał za matką Ledóchowską, że „świadomy uśmiech rozładowuje napięcia i rozjaśnia serce i duszę”. Dodawał nadto, że w sprawach religijnych warto wystrzegać się fideizmu i przyjąć, że wiara jest rozumna, choć nie rozumowa. Podkreślam tę formułę, gdyż jest znakomita i daje do myślenia.
Ks. prof. Jan Sochoń


Ciekawe i zadziwiające są jego wspomnienia z czasu wojny, także o pobycie w więzieniu sowieckim. O wszystkich swoich cierpieniach i trudnościach, o tym, że był tak głodny i tak wychudł, że na twardym krześle nie mógł siedzieć, pisze bez cienia goryczy, jakby opisywał zjawiska klimatyczne, a nie bolesne skutki działania ludzkiego. Natomiast o dobrych ludziach, o dobrych spotkaniach, o ludziach, którzy mu pomagali, pisał z wielką życzliwością, radością i dziękczynieniem. Zadziwia brak jakiejkolwiek goryczy we wspomnieniach o oficerach śledczych. Prawdziwie był wobec nich świadkiem Pana Boga.
Biskup Bronisław Dembowski

Niech mi będzie wolno wspomnieć w tym miejscu znaną w Polsce postać ks. Tadeusza Fedorowicza, któremu osobiście bardzo wiele zawdzięczam jako kierownikowi duchowemu. Ks. Fedorowicz będąc młodym kapłanem Archidiecezji Lwowskiej, zgłosił się do swojego Arcybiskupa z prośbą o pozwolenie, aby mógł wyjechać z transportem Polaków deportowanych na Wschód. Arcybiskup Twardowski udzielił zezwolenia i ks. Tadeusz Fedorowicz mógł spełnić tę kapłańską misję wśród rodaków rozsianych na terenach Związku Radzieckiego, a zwłaszcza w Kazachstanie.
Jan Paweł II w ksiązce  DAR I TAJEMNICA, Kraków 1996, Wydawnictwo Św. Stanisława BM, str 38.

Pragnę wspomnieć jeszcze Ks. Tadeusza Fedorowicza, którego znam osobiście. Można go nazwać  „wynalazcą”  nowego rodzaju duszpasterstwa -  „duszpasterstwa deportowanych”.
Jan Paweł II w Kazachstanie,  24 września 2001.
www.opoka.org.pl/biblioteka



Paradoks oddziaływania ks.  Tadeusza Fedorowicza polegał na tym, że choć robił rzeczy zwyczajne, w niezwykły sposób je celebrował. Silnie to na nas oddziaływało. Od pierwszego spotkania z nim minęło około 34 lata i ten zwykły dzień, jedna z tak wielu niedziel w moim życiu, trwale wyryła się w mojej pamięci. Patrząc na to z takiej perspektywy życiowych doświadczeń i nauk samego ks. Fedorowicza, mogę powiedzieć, że był to z pewnością dar . Poprzez swoje spotkanie z ks. Fedorowiczem zostawało się obdarowanym. Często dostrzegało się to po pewnym czasie.

W swoich konferencjach, naukach czy homiliach nie smęcił, nie narzekał ani na ludzi, ani na czasy – był przekonany, że dobro ostatecznie i całkowicie zwycięża, i starał się to nam przekazać.
Jerzy Chełkowski

Mówił o sobie: Jestem szczęśliwy i zawsze taki byłem, jestem szczęśliwy, że mogę być tutaj, w Laskach. Nic nie było w stanie odebrać mu tego szczęścia przez całe jego długie życie. Bezgraniczne zaufanie Bogu i Jego Opatrzności oraz przekonanie, że w każdym człowieku jest choćby zalążek dobra, pozwoliły mu patrzeć  na wszystkich i na wszystko z optymizmem i nadzieją.
Ks. Andrzej Gałka

Ci którzy przebywali z nim na co dzień mówili: Taki zwyczajny, prosty i dostępny dla każdego. Pogodny , ze zdrowym poczuciem humoru i uśmiechający się do ludzi, do ptaków, do nieba, do kwiatów. Umiał rozpoznawać wszystkie rośliny, rozróżniać głosy śpiewających ptaków. Wszystkim potrafił się serdecznie cieszyć, zachowując jednocześnie zdrowy dystans do spraw dziejących się wokół niego.
Ks. Andrzej Gałka

Ojciec Tadeusz nauczył mnie kapłaństwa otwartego. To on pierwszy powiedział mi: „Pamiętaj, żebyś nigdy publicznie nie mówił źle o nikim, bo nie wiesz, co się w tym człowieku kryje. Nie wydawaj żadnych sądów na ambonie. To nie jest twoja sprawa”.

 

   Ojciec Tadeusz Fedorowicz odszedł od nas  26 czerwca 2002 r. Był z jednej strony – można powiedzieć – zwyczajnym, skromnym księdzem, a z drugiej – i nie są to zbyt wielkie słowa – pozostał kimś niezwykłym. Był niezwykły przede wszystkim swoją świętością, pokorną kapłańską świętością.

Poznałem go w roku 1992. Wkrótce – rok później – zdecydowano, że mam zostać proboszczem w Izabelinie. Tam najpierw zaprzyjaźniłem się z jego bratem, śp. księdzem Alim Fedorowiczem – chodząc często wieczorem na jego grób
i opowiadając mu o różnych kłopotach, jakie przeżywałem w swojej parafii. Dojeżdżałem też do pobliskich Lasek – zacząłem się spowiadać u Ojca Tadeusza.

I to właśnie przez niego już po roku znalazłem się na Piwnej. Nie chciałem odchodzić z Izabelina, bo było mi tam bardzo dobrze, ale akurat szukano kandydata na rektora kościoła św. Marcina. W końcu odpowiedziałem Księdzu Prymasowi Glempowi, że zgadzam się iść na Piwną. Ojciec Tadeusz wyraźnie się tym ucieszył i dał mi taką radę: „Pamiętaj, że nie idziesz tam po to, aby kogokolwiek reformować. A najbardziej: nie reformuj sióstr! Zobaczysz, dobrze na tym wyjdziesz”. I chyba rzeczywiście dobrze na tym wychodzę, już prawie 25 lat.

   Ojciec Tadeusz nauczył mnie – można powiedzieć – kapłaństwa otwartego. Kiedy go poznałem, byłem trochę innym człowiekiem – i to on dał początek we mnie temu nowemu stylowi, nowemu modelowi kapłaństwa. Szybko wyczułem, że on nikomu nic nie każe. I to on pierwszy – a potem kardynał Wyszyński – powiedział mi: „Pamiętaj, żebyś nigdy publicznie nie mówił źle o nikim. Nigdy publicznie nie mów źle o nikim, bo nie wiesz, co się w tym człowieku kryje. Nie wydawaj żadnych sądów na ambonie. To nie jest twoja sprawa”. Całe życie staram się być wierny tej zasadzie i powtarzam to wszystkim młodym księżom, którzy przychodzą na Piwną. Mam wrażenie, że – lepiej czy gorzej – jakoś mi się to udaje. I jest to bez wątpienia zasługą Ojca Tadeusza.

„Każdy człowiek jest darem. Nie ma na świecie złych ludzi – są tylko ludzie, którzy dokonali złych wyborów” – powtarzał ks. Fedorowicz

 

    Jak już wspomniałem, przez szereg lat spowiadałem się u niego. Kiedy przekroczył dziewięćdziesiątkę, zaczął niestety tracić pamięć.  Jego przykład pokazuje skądinąd, jak można się pięknie starzeć i nie przejmować samym sobą. On wręcz nie pozwalał innym zajmować się swoją osobą. Mówił na przykład do opiekujących się nim sióstr: „Wy tu macie w Laskach tyle roboty, nie kręćcie się tak koło mnie!”. Kiedy więc już wyraźnie było widać, że traci pamięć i nie poznaje ludzi, zastanawiałem się, czy iść spowiadać się u niego. A jednak zdecydowałem się. Pyta mnie: „A ty kto jesteś? Jak się nazywasz? Po coś przyszedł?” – „Chciałem się wyspowiadać…”. Ukląkłem – i nagle ten człowiek, który jeszcze przed chwilą nie wiedział, z kim rozmawia, miał takie Boże światło na czas spowiedzi, od początku do końca, łącznie z zadaną pokutą. Po czym udzielił mi rozgrzeszenia, ja wstałem, a on patrząc na mnie, mówi: „A ty, kto jesteś?”… To było dla mnie niesamowite doświadczenie. Odebrałem je jako wielką łaskę dla siebie, ale jestem przekonany, że Ojciec miał ją także dla innych.

    Był niezwykle skromny. Kiedy jeszcze pamięć w pełni mu dopisywała, poproszono mnie kiedyś, abym napisał o nim krótki tekst do „L’Osservatore Romano”. Poszedłem więc do niego i mówię, o co chodzi. Jak on się wtedy roześmiał! „Czy oni już tam nie mają o czym pisać?!”. W końcu jednak uległ moim namowom i coś mi od siebie powiedział. Można to przeczytać w „L’Osservatore”. Powtórzył wtedy tamte pamiętne dla mnie słowa: „Każdy człowiek jest darem. Nie wolno mówić źle o nikim. Nie ma na świecie złych ludzi – są tylko ludzie, którzy dokonali złych wyborów. Ja nawet w Kazachstanie w oczach enkawudzisty widziałem niebo”.

ks. Andrzej Gałka – ur. 1948, duchowny rzymskokatolicki, rektor kościoła św. Marcina w Warszawie, krajowy duszpasterz osób niewidomych, kapelan warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, doktor teologii, historyk Kościoła.

 

Wersja PDF

 

Źródło: Strona internetowa kwartalnika „Więź” http://wiez.com.pl/2018/06/18/

© 2010-2020 Tworzenie stron internetowych w Joomla - Poznań - solmedia