Szukaj

Linki

Statystyki

Dziś 4

Wczoraj 6

W tym tygodniu 25

W tym miesiącu 133

Wszystkie 30984

Ks. Tadeusz Fedorowicz, Bez cienia goryczy

Teksty zebrał i wstępem opatrzył Jerzy Chełkowski Wydanie drugie poprawione i uzupełnione

67 stron.

Pobierz e-booka w PDF (370kB)

Pobierz e-booka w .epub (520kB)

Pobierz e-booka w .mobi (580kB)

Piotr Czartoryski-Sziler

Nasz Dziennik, 10 luty 2010

Nie myślał, co się z nim stanie, gdy dołączył na ochotnika do deportowanych przez Sowietów mieszkańców Lwowa. Jedynym jego pragnieniem było nieść pociechę duchową rodakom na zesłaniu. Heroizm ks. Tadeusza Fedorowicza przypomina czyn rotmistrza Witolda Pileckiego, który dobrowolnie dostał się do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, by założyć wśród więźniów organizację konspiracyjną pod nazwą Związek Organizacji Wojskowej.

Noc z 9 na 10 lutego 1940 roku była dla lwowian początkiem koszmaru. Polacy od wieków zrośnięci z miastem, które od 1918 roku było symbolem walki o polskość, musieli nagle je opuścić. Sowieckie deportacje były częścią perfidnego planu depolonizacji Kresów Wschodnich, eliminacji polskich elit, by na ich miejsce wprowadzić nowego "sowieckiego człowieka" - bez tożsamości, bez korzeni, za to bez reszty oddanego ideologii komunistycznej.

Po śmierci duszpasterza z Lasek


Bp Bronisław Dembowski
Tygodnik powszechny, Nr 27 (2765), 7 lipca 2002

26 czerwca zmarł w Laskach w 96. roku życia ksiądz Tadeusz Fedorowicz, kapłan Archidiecezji Lwowskiej, kierownik duchowy Dzieła Lasek, następca Sługi Bożego ks. Władysława Korniłowicza. W dniu jego śmierci czytaliśmy w czasie Mszy świętej słowa z Ewangelii według św. Mateusza: „Poznacie ich po ich owocach (...). Każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców”. Ks. Tadeusz był dobrym drzewem, które wydawało dobre owoce przyjaźni, życzliwości, które wielu pomagało zbliżać się do Boga.


Przemysław Kucharczak

Gość Niedzielny, artykuł z numeru 01/2010 10-01-2010

 

Archiwum Magdaleny MeissnerTen bohater nigdy nie zaistniał w historycznej pamięci Polaków. Pewnie dlatego, że był księdzem, a jego bohaterstwo wiązało się z wywózkami na Wschód.

Nad Lwowem wstał świt 18 czerwca 1940 r. W stronę stacji kolejowych zmierzały ciężarówki i furmanki, na których siedzieli wywożeni na Wschód ludzie. Na wybojach kołysały się ich tobołki, które w czasie nocnego najścia łaskawie pozwolili im wziąć Sowieci. W tę samą stronę, ku podlwowskiej stacji Persenkówka, szedł sobie o szóstej rano ponad 30-letni, samotny mężczyzna z walizeczką w ręku. Powoli zrównał krok z jednym z wozów. Siedzieli tam państwo Cieszkowscy, starsi ludzie z Poznańskiego.

Uzbrojony w karabin sowiecki strażnik szedł o kilkadziesiąt kroków z tyłu. Samotny mężczyzna przez chwilę szedł obok wozu, później położył na nim walizeczkę, a w końcu sam do niego wskoczył. Sowiecki żołnierz nie zareagował. W ten sposób do wywożonych na mroźny Wschód nieszczęśliwych ludzi dołączył ks. Tadeusz Fedorowicz, 33-letni wikary parafii św. Marii Magdaleny we Lwowie. W walizeczce niósł wino, hostie i szklany kieliszek, który miał posłużyć zamiast mszalnego kielicha.

© 2010-2017 Tworzenie stron internetowych w Joomla - Poznań - solmedia